powered_by.png, 1 kB
Start arrow Wspomnienia arrow Nasz park kiedyś wyglądał inaczej
Nasz park kiedyś wyglądał inaczej PDF Drukuj E-mail

Napisane na podstawie relacji Krystyny Smolarz i Stanisławy Łukasik.
Spisała Joanna Suska

Na świecie jest wiele miejsc, budynków i rzeczy, które ludzie codziennie mijają i nie zdają sobie sprawy z tego, że są to zabytki posiadające wielką wartość historyczną i materialną. Park w Woli Osowińskiej również do nich należy. Stan, w jakim znajduje się obecnie, daleko odbiega od tego, co pamiętają najstarsi mieszkańcy.

W skład całego kompleksu parkowo-pałacowego wchodził dworek, kościółek, budynki gospodarcze (np. stajnia, magazyn zbożowy), a także cieplarnia i oranżeria. Były tu również dwa stawy, piękne alejki, klomby róż, zwierzęta i ogrody. Całość otoczona była ogrodzeniem, które składało się z dwóch części: muru z czerwonej cegły, na którym znajdowały się sztachety. Parkan ten przetrwał do dziś. Zaczynał się przy kościele i prowadził do żelaznej bramy, otwieranej tylko na przyjazd dziedzica i jego gości. Dalej ogrodzenie ciągnęło się do kolejnej bramy (tym razem drewnianej, dwudrzwiowej - było to jedyne wejście dla służby, zamykano je na noc), potem aż do studni „jakby w nie wrośniętej'1, a za nią biegło do łąk, zakręcało i zmieniało się w zwykły drewniany, dwumetrowy płot, który stykał się z folwarkiem.
Tzw. „górkę", znajdującą się nie opodal cieplarni, otaczał staw. Na tę „wyspę" prowadził drewniany mostek. Z niego schodziło się na alejkę, okalającą „górkę", obsadzoną gęstymi krzewami bzu. Na „szczycie" znajdowała się altana. Stały w niej dwa pomalowane na niebiesko okrągłe stoły i ławki o wygiętych oparciach. Przy mostku były łodzie z wiosłami. W stawie pływało mnóstwo ryb.
Za pałacem znajdował się dnigi staw, wokół którego zasadzone były różnego koloru róże. Wzdłuż alejek rosły drzewka grabowe, na podłożu natomiast zawilce i krokusy, zakwitające wczesną wiosną. W parku znajdowało się również specjalne miejsce, gdzie zbierano grzyby. Po wydzielonych trawnikach, wśród drzew, chodziły wolno dwie samy i jeleń, umykające w zarośla na widok człowieka. Były też pawie i kruk siedzący w klatce wśród świerków. Na wysokiej lipie miały gniazdo bociany, a nie opodal „mieszkała" sowa. Rosły tu również magnolie, kasztany, dęby oraz wiele innych drzew i krzewów. Szczególnie piękne musiały być prostokątne klomby róż, obsadzone naokoło bukszpanem. Alejki były zagrabiane i zamiatane. Do parku nie mogli wchodzić ludzie nienależący do służby i gości dziedzica. Nad pięknem parku czuwał ogrodnik Jan Czubaj.
Pałac, jak widać również dziś, składa się z dwóch części starszej- parterowej i późniejszej - piętrowej. W piwnicach była kuchnia i spiżarnie, którymi zarządzała główna kucharka z dyplomem - Julia Szewczyk. Na parterze znajdował się salon wypełniony brązowymi meblami. Wchodziło się do niego z „żółtego pokoju", którego nazwa powstała od pozłacanych kanap, stołów i krzeseł, a także zasłon w podobnym kolorze. Stąd drzwi prowadziły do „pokoju bilardowego". W rogu stały kije do gry, a w centralnej części zielony stół bilardowy z ułożonymi na środku bilami. W kącie znajdował się gramofon z ogromną tubą. Następnie wychodziło się do długiego przedpokoju, a z niego na taras ze schodami po prawej i po lewej stronie, stąd rozciągał się widok na staw. W „bilardowym" były również drzwi prowadzące do pokoju, w którym spożywano posiłki. Stał tam długi, ciemny
 stół, po jego prawej stronie na ścianie wisiał zegar w cudnej oprawie. Wokół pozostałych ścian ustawione były kredensy, wypełnione pięknymi zastawami, dzbankami i kielichami. Z przedpokoju można było przejść na piętro, do pokoi przeznaczonych dla dziedzica i jego gości. Posiłki przywożono małą windą, bezpośrednio z kuchni. Naprzeciwko kościoła znajdowała się „lodziarnia". Był to głęboki dół zimą wypełniany lodem, który potrafił nie roztopić się aż do lata i zapobiec popsuciu się żywności. Ciekawe jest również to, że dziedzic posiadał kilkanaście różnych powozów. Każdy służył do innych potrzeb.
Podczas II wojny światowej zamieszkali tu Ukraińcy, którzy bardzo zniszczyli pałacyk. Później całkowicie zdewastowali ten budynek Niemcy, mający tu swoją kwaterę. Wybudowali oni też baraki. Uciekli dopiero w 1944 r.
Teraz trudno wyobrazić sobie dawną świetność parku i pałacu, możemy jedynie fantazjować na temat jego wyglądu sprzed lat. Warto jednak dokładnie przyjrzeć się temu miejscu, by zobaczyć ślady dawnego piękna.

 
wstecz   dalej »
(C) 2017 Gminny Ośrodek Kultury w Borkach z/s w Woli Osowińskiej